Day seven

I tydzień minął jak z bicza strzelił! Kiedy ta sobota była, nic nie pamiętam :)

Ostatni dzień to swoiste podsumowanie. Udało mi się utrzymać wszystkie zmiany jakie sobie założyłam. Z małym wyjątkiem, dziś z powodu wyjątkowo przykrej rodzinnej uroczystości musiałam przeprosić się z samochodem. Niestety inaczej do rodziny w takim dniu bym nie dojechała.

Ale poza tym jednym przypadkiem wszystko jest “zielone” :) Dieta (znów uzależniłam się od jogurtu z bananami i płatkami owsianymi!), kosmetyki (pokochałam olejek różany i masło kakaowe!), komunikacja (nawet do pracy do Aleksandrowa udało się mpk dojechać!), grzanie (ostatnie 3 dni nie paliłam w piecu!) i karmnik dla ptaków, wszystko zrealizowane i co najważniejsze nie zanosi się żeby cokolwiek wróciło do stanu sprzed “jestemzmiana.pl” :)

Dziś będąc na cmentarzu też starałam się działać proekologicznie. Zresztą robię to od wielu lat. Kupuję znicze do których można dokupić wkłady i to te bez plastikowych otoczek. Czyli ograniczam konieczność zakupu dużej liczby szklanych lub plastikowych przedmiotów. Umyć, wymienić wkład i już. Jeden rozkładający się plastik mniej. A stojąc w meeeeega korkach i jadąc polnymi drogami jechałam “paliwooszczędnie” i z umiarkowaną prędkością w celu ograniczenia spalania szkodliwych substancji (pozdrawiam szczególnie tych kierowców, którzy mrugali mi światłami żebym przyśpieszyła!).

Dla mnie to był wyjątkowo smutny dzień. Ale myśl, że ekologicznym i “myślącym” można być w każdej sytuacji powinna jedynie stanowić dodatkowy impuls do podjęcia wyzwania!

Będę zaglądać na ten portal żeby znajdować nowe pomysły co można jeszcze poprawić :) Bo na pewno nie skończy się na tym jednym tygodniu zmian ;)

Bądźcie zieloni! :)

Tagi: , , ,

Day six..

Ufff… jak na razie idzie mi całkiem dobrze z tymi wszystkimi zmianami na “zielone” :)

Zmieniłam coś dla siebie, dla rodziny i dla domu. Czas na zwierzaki! Wszyscy którzy mnie znają wiedzą, że jestem mocno “pro- zwierzęca”. Przygarniam zwierzaki znajomych, dokarmiam osiedlowe koty, dawniej prowadziłam badania w schronisku a całkiem niedawno uratowałam jeża i gołębia przed kotem ;)  I bardziej prozaicznie….przestałam oglądać Animal Planet bo ryczę na każdym programie o chorych zwierzakach…

Ponieważ zbliża się ciężki okres dla pierzastych, a po przeprowadzce zaczęłam nagle dysponować małym ogródkiem….postanowiłam zbudować karmnik dla ptaśków i dokarmiać je przez zimę. Zrobię specjalną dostawkę dla sikorek ;) Zawsze chciałam zbudować takie cudo, ale nigdy nie miałam na to czasu i ciężko było mi się za to zabrać. Zaopatrzyłam się dzisiaj w część materiałów :D Nie wiem tylko jak to będzie z “sąsiadowymi” gołębiami czy nie przystąpią do masowego szturmu. W jedynym krzaku jaki mamy zawsze siedzi jakaś setka wróbli i mam nadzieję, że dopchają się do stolika :)

Go green!

Tagi: , , ,

Day five

Jednym z najważniejszych problemów z jakimi chciałabym sobie poradzić a na razie nie mogę to kwestia ogrzewania. Dopóki mieszkałam w blokach to nie był problem. Założyło się liczniki, oszczędzało kiedy można było (a na Dąbrowie grzali szybko i mocno) i można było mówić o ekologicznym podejściu do tematu.

Problem powstał gdy przeprowadziłam się do kamienicy, mieszkania dwa razy większego niż w blokach za to ogrzewanego piecem i węglem. Wiem, wiem….Kraków już się wypowiedział w tej sprawie. Pomijam fakt, że węgiel kosztuje i trzeba go jakoś dostarczyć do mieszkania (czy własnoręczne targanie worka 30kg bez użycia do tego pojazdów mechanicznych liczy się jako ekologiczne podejście od tematu?:) ). Nie stać mnie na przerobienie ogrzewania na bardziej “zielone”, ale staram się ograniczyć szkodliwość takiego sposobu do minimum. Używam dobrej jakości węgla, który nie emituje przy spalaniu tylu szkodliwych substancji co ten najtańszy najczęściej będący mieszanką różnych dziwnych rzeczy. Sezon grzewczy rozpoczynam jak najpóźniej (chwała za grube polary :D ) co wychodzi naprawdę ekologicznie bo zazwyczaj grzanie zaczynam dopiero w listopadzie. A kiedy już zaczynam palić węglem to nie “rozpędzam” się do dużych temperatur. Dowód:

DSC01280

Poza tym nie palę w piecu “śmieci” i walczę z sąsiadami w tej kwestii. Przy każdej kontroli sprawności pieca kominiarz opowiada jakie rzeczy ludzie palą we własnych domach. Kiedyś myślałam, że ludzie palą np. opony na dworze, ale są tacy co potrafią wrzucać takie rzeczy do domowego pieca!!! Szok!

Tagi: , ,

Day four…. ale że już?

Zmiany w diecie to jedno, ale zmieniam też podejście do kosmetyków. Obecność na wcześniej wspomnianym warsztacie zwróciła mi uwagę na to, że warto jednak znaleźć czas (bo akurat w tej kwestii z tym mam największy problem a nie z samym podejściem do tematu), poszperać, poczytać i znaleźć coś dla siebie z bogactwa ekologicznych kosmetyków.

W sumie nie kupuję za dużo chemii w sklepach, kiedyś przeczytałam skład kupowanych przeze mnie kosmetyków i jakoś mi przeszło :) Wiadomo: szampon, żel, pasta, dezodorant i środki piorąco-czyszczące. Pomijam cenę tych cudeniek, ale od składu włosy dęba stają!

Już parę razy nosiłam się z zamiarem wyszukania jakiś naturalnych kosmetyków dla siebie i dla domu. Generalnie rzecz biorąc, jak trzydziestka stuknęła tak nigdy nie używałam żadnego kremu do twarzy (no może dwa razy). Żaden z dostępnych na rynku mi nie pasuje. Tak wiem, grymaśna jestem :) Ciężko mi też znaleźć dobry szampon, który jakoś poskromi te moje mysie ogonki. Tymczasem od kilku dni zgłębiam zawartość dwóch sklepów jakie polecano na warsztatach: http://mazidla.com/ oraz http://www.zrobsobiekrem.pl/ i chyba uszczuplę zawartość swojego portfela.

Nie wiem tylko dlaczego po literaturze składów olejków i mazideł zrobiłam się głodna :)

Warto zainwestować w ekologiczne kosmetyki. Podoba mi się stwierdzenie, że nie powinno się używać do pielęgnacji ciała czegoś czego nie można zjeść….i coś w tym jest :)

Ekologiczny jest nawet mój pies ;)

2013-01-25 17.46.16

Złapała pchłę, sztuk jeden- po inspekcji stwierdzono obiektywnie. No cóż, w końcu jest psem a dodatkowo sąsiad ma stadko gołębi, które to te pchły rozprowadza po terenie. Tak zakładam, również obiektywnie ponieważ pies głównie po owym podwórku biega. Pierwsza myśl? Psa do miski, dużo wody i szampon “przeciwpchelny”. W domu tylko normalny, rumiankowy (tak, są rumiankowe szampony dla psowatych-zresztą dla kotów też widziałam;)) więc konieczna wizyta w sklepie. Najtańszy szampon do zadań specjalnych dla psa? 25 zł! Trzeba było zmienić nieco plan działania. I tak po powrocie pies przeszedł spryskiwanie zraszaczem do kwiatków pełnym cudownego roztworu woda/ocet. Podobnie jak teren zamieszkany przez psa. I co? Od tego czasu pcheł nie zaobserwowano. A pies już przestał się na mnie dąsać :)

Tagi: , , ,

Day three…..

Gdyby ktoś pytał autobus z Aleksandrowa do Łodzi jeździ co godzinę. I to jak dobrze pójdzie ;) Proszę nie pytać skąd to wiem…. Spóźniłam się dziś tam, gdzie tylko mogłam się spóźnić…ale przetrwałam ;)

Dzień trzy to zmiany w diecie. A co. Jak jest okazja można poeksperymentować. Ostatnie warsztaty wegetariańsko-wegańskie i kosmetyczno-dietetyczne na których z racji obowiązków zawodowych miałam okazję być zmotywowały mnie dodatkowo do kilku zmian. Generalnie nie jadam za często mięsa (ci co mnie znają to się zdziwią, ale taka jest prawda, należę do klucholubnych a nie mięsożernych :) ). Nie jem mięsa bo nie lubię i nie popieram tego jak traktowane są zwierzęta, wiadomo….. Nie jestem jednak wegetarianką czy weganką. Do mnie przemawiają raczej potrawy niż ich składniki. Mam ulubione potrawy w których głównym składnikiem jest mięso- zazwyczaj drób.

W kuchni działam raczej ekologicznie, robię swój makaron, piekę chleb kiedy mam czas. Z matulą szalejemy z przetworami (na półce mamy dżemy, soki, sosy do makaronu, własny keczup, kompociki itp.) i dopóki roślinki ze mną współpracują mam własny zielny mini ogródek.

Tak sobie pomyślałam, że korzystając z wyzwania jestemzmianą.pl mogę wprowadzić na jakiś czas całkowicie wegetariańskie podejście do życia ;) Jako że poniedziałki należą do najbardziej obłożonych dni w pracy to nie miałam czasu na skomplikowane eksperymenty kulinarne. Ale miałam zachciewajkę. BURAKI. Od czasu do czasu po prostu muszę jakiegoś dorwać i przetworzyć (upiec, ugotować, zasmażyć, cokolwiek :D). Dziś padło na barszczyk ukraiński (solidaryzuję się). Całkowicie warzywny, bez kostek i chemicznych ulepszaczy. Jeszcze parował jak pozował :) Pychota!

Barszczyk ukraiński

Jeżeli tak mają wyglądać zmiany to chyba się wciągnę na dłużej ;)

 

Tagi: , , ,

Day two :)

Intensywnie zastanawiam się co mogę ulepszyć. Co ciekawe pojawiło się milion pomysłów na minutę co chyba też można uznać za zmianę ;)

Tym razem też coś co wpływa na innych, tj. na moich klientów czyli uczniów. Przygotowanie się do zajęć wiąże się zazwyczaj z koniecznością wydruku całej masy informacji, ćwiczeń, rysunków (w zależności od wieku). Zbyt duże i czasami wręcz niepotrzebne zużycie papieru to od zawsze mój największy problem. Staram się to ograniczać do absolutnego minimum. Od lat wykorzystuję “drugą stronę” kartek, które źle się wydrukowały czy zostały mi w spadku po jakimś zleceniu, do własnych zapisków, notatek itp.

Ciężko zmieniać przyzwyczajenia w przypadku przedszkolaków. Dla nich możliwość wykonania kolorowanki to podstawowa zabawa :) Ale zmieniam podejście do wykorzystania papieru na lekcji. Owszem, jest kolorowanka na zadany temat (zwierzątka w technikolorze- tj. wizji 4latka :) ) ale wykorzystujemy teraz każdy fragment kartki (na odwrocie rysujemy to co było na ostatniej lekcji- takie mini powtórzenie) a prace zabierane są do domu lub wieszane na ścianie w szkole. Nic się nie marnuje! A dzieci po moich kolejnych wykładach dlaczego nie wyrzucamy rysunków zaczynają pojmować co to ekologia ;)

Z dorosłymi jest łatwiej. Każdy otrzymał adres mailowy i wszelkie prace przesyłamy teraz elektronicznie. Troszkę na zasadzie “czy im się podoba czy nie”, ale coraz więcej osób docenia takie rozwiązanie. Ostatnio jedna z uczennic (pozdrawiam Panią Krysię :)! ) podziękowała mi za zwrócenie uwagi na oszczędność papieru. W końcu drzewo rośnie o wiele dłużej niż zajmuje nam zapisanie jednej strony A4.

A od dziś na mojej skrzynce pojawiła się wklejka “ulotkom dziękuję- wolę popatrzeć na drzewo”. Ilość wysypujących się ze skrzynki reklam i ulotek zaczyna przewyższać jej pojemność. Zobaczymy co z tego wyniknie :)

Jutro kolejny dzień bez samochodu. Ciekawe czy komunikacja miejska dojeżdża do Aleksandrowa punktualnie…hmm…..

 

Tagi: , , , ,

No to zaczynamy…

Ciężko zmienić stare przyzwyczajenia… tak mówią….

Jedna osoba niczego nie zmieni…. tak mówią…..

Trzeba dużo czasu na takie zmiany….. tak mówią…..

Lepiej zacząć od poniedziałku…. tak mówią…. (no dobrze, czasami ja też tak mówię ;))

Ale zaczynam od dziś, czyli od soboty a nie od poniedziałku. Zastanawiam się tylko czy wystarczy mi pomysłów na to jak “uzielenić” i zmienić swoje codzienne życie, aby przynosiło to co dobre nie tylko mi ale i innym a przede wszystkim środowisku.

Zaczęłam delikatnie…choć zależy dla kogo :) Zostawiłam samochód w domu. Niby nic, w sumie pierwsze co może przyjść do głowy. Jednak jeśli weźmie się pod uwagę, że trzeba było się dostać do 3 klientów (każdy na innym osiedlu) to stanowi to pewne wyzwanie. Zwłaszcza w dobie nieustannych remontów naszych łódzkich ulic. Zajęło mi to o wiele więcej czasu (pozdrawiam łódzkie mpk! :P ) ale chyba jednak się opłaciło.

Bilet całodzienny (koszt zdecydowanie mniejszy niż zużycie benzyny na takiej trasie) i bezcenna możliwość obserwacji ludzi i kończącej się jesieni. Nie pamiętam już kiedy ostatnio mogłam tak po prostu poobserwować co dzieje się na ulicach Łodzi (skrzywienie zawodowe:) ). Słonko też wynagrodziło mi te trudności komunikacyjne. Jedyny minus….spóźniające się tramwaje sprzyjają przymarzaniu do płaszczyzny przystanków :)))

Pierwszy dzień ze zmianą pozwolił mi przeanalizować co można by jeszcze zmienić. I cóż… okazało się, że znalazłoby się tego trochę…

Tagi: , , ,